Vincent Lamar Carter urodził się 26 stycznia 1977 roku w Daytona Beach w stanie Floryda w szpitalu Halifax HospitalWychowywany był przez matkę Michelle Carter-Robinson oraz ojczyma Harry'ego Robinsona. Koszykówkę miał w genach - jego wujek Oliver Lee został wybrany w Drafcie do NBA w 1981 roku. Legenda mówi, że pierwszy raz trafił piłką do kosza w wieku 2 lat. Edukację rozpoczął jako 4-latek. Uczęszczał do publicznych i prywatnych szkół w Deland, South Miami i Daytona Beach. Podobno pierwszy wsad wykonał na przydomowym boisku w wieku 11 lat przy wzroście 178 cm. W szkole średniej w Mainland był najmłodszym starterem w historii koszykarskiej reprezentacji. Oprócz tego był w składzie drużyny siatkarskiej, futbolowej oraz w... szkolnej orkiestrze, gdzie grał na barytonie i saksofonie. Pisał też sonaty, które - zdaniem przyjaciół - były całkiem przyzwoite. Już w drugiej klasie szkoły średniej miał 192 cm wzrostu i musiał grać jako center. Był liderem reprezentacji ze średnimi 25 pkt. i 11 zb. na mecz, jednak jego team odpadł w półfinałach Stanu. Carter czuł się winny porażki i obiecał kolegom z drużyny, że za rok wygrają. Tak też się stało - Mainland rok później zdobyli tytuł Mistrzów Stanu Floryda, a Carter średnio zdobywał 22 punkty i 7 asyst na mecz. Liczące się w NCAA koledże rozpoczęły bitwę o utalentowanego zawodnika. W roku 1995 Vince został powołany do reprezentacji juniorów Stanów Zjednoczonych i wziął udział w Mistrzostwach Świata.

Vince wybierał pomiędzy 76 uniwersytetami. W grę wchodziła nawet specjalna uczelnia dla muzyków. Bitwę wygrał jednak Uniwersytet Północnej Karoliny, ten sam, w którym edukował się słynny Michael Jordan. Carter dostał się do reprezentacji legendarnego trenera Dona Smitha wraz z dwoma innymi świeżakami - Antawnem Jamisonem oraz Ademolą Okulają. Już po pierwszej rozmowie z coachem Carter był zachwycony. "Dopiero po godzinie rozmowy temat przeszedł na koszykówkę. Mówił, że nie ważne jak dobrym czuję się zawodnikiem i niczego nie obiecywał. Powiedział tylko: masz możliwość gry i posmakowania atmosfery Final Four, jeśli tylko chcesz. Już po pierwszym tygodniu treningów czułem się innym człowiekiem. Młodzi zawodnicy myślą, że wiedzą o koszykówce wszystko. Trener Smith sprowadza cię na ziemię i pokazuje, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiedziałeś" - wspomina Carter. Vince szybko zaprzyjaźnił się z Jamisonem i Okulają. W swoim debiutanckim sezonie grał jednak mało i ciężko było mu dostosować się do nowych realiów. Średnio zdobywał tylko 7,5 punktów i 3,8 zbiórki na mecz. Ciążyła na nim duża presja - wszyscy bowiem widzieli go jako talent pokroju legen uczelni - Jordana czy Jerry'ego Stackhouse'a. Tymczasem grający bez presji Jamison i Okulaja prezentowali się lepiej i dostawali więcej minut. Zachęcony telefonem od Michaela Jordana Vince postanowił ciężko pracować, aby udowodnić swoją wartość. Lato spędził oddając po 500 rzutów z każdej pozycji na parkiecie. "Chciałem być plusem tej drużyny, a nie jej minusem. W pierwszym sezonie nie oddałem się drużynie tak, jak powinienem. Nie pokazywałem 100 procent swoich możliwości". Już od początku sezonu był podstawowym graczem drużyny, a Tar Heels wygrali 9 z pierwszych 10 spotkań. Gdy Carter doznał kontuzji, North Carolina przegrała 3 mecze z rzędu. Po powrocie Vince i spółka pokonali Tima Duncana i jego uczelnię Wake Forest, a Carter rzucił 26 punktów. North Carolina odpadła w półfinale Final Four po bojach z Arizona Wilcats, którzy później zdobyli mistrzostwo NCAA. Jamison i Carter opisywani byli jako "najlepsi skrzydłowi całej ligi". W kolejnej edycji rozgrywek Tar Heels ponownie awansowali do "wielkiej szestastki" - po raz 16 w ostatnich 18 latach. Dzięki świetnej grze Vince'a w obronie udało się pokonać prowadzonych przez Richarda Hamiltona Connecticut Huskies. Drużyna po raz kolejny odpadła jednak w półfinałach, tym razem z Utah, których nie udało się powstrzymać mimo 21 punktów Vince'a. Mimo porażek w końcówce sezonu Carter i Jamison uważani byli jako jedni z pewniaków do nadchodzącego Draftu do NBA i obaj postanowili opuścić ostatni rok studiów i zacząć kariery w najlepszej lidze świata. Po 10 latach Vince tak wspominał Draft: "Decyzja o opuszczeniu szkoły była dla mnie trudna, bo musiałem przeanalizować swoje opcje i dokonać najlepszego wyboru. Zdecydowałem, że jeśli nie będę kandydatem do wysokiego picku w Drafcie, to zostanę na uczelni na ostatni rok. Trener Smith nie próbował mnie przekonywać, dostarczył mi tylko wszystkich potrzebnych informacji, wyciągając opinie od znajomych z NBA. Przedyskutowaliśmy je z moją rodziną i podjęliśmy decyzję". Vince zgłosił się do Draftu i wziął udział w obozach drużyn takich jak Denver Nuggets, Golden State Warriors, Sacramento Kings czy Dallas Mavericks. "W Toronto miałem chyba najgorszą sesję treningową. Mój lot się opóźnił, odwołali moją rezerwację w hotelu, no i zgubiłem bagaż. Na następny dzień miałem trening, a nie miałem nawet butów czy stroju". Mimo przeciętnego treningu, powiedziano mu w Toronto, że jeśli będzie dostępny, wybiorą go z 4 numerem.

NASTĘPNA STRONA >>>